- Nanocząstki, takie jak dwutlenek tytanu, srebro i tlenek cynku, coraz częściej trafiają do żywności i wody pitnej, co budzi obawy dotyczące codziennego narażenia.
- Badania laboratoryjne wskazują, że nanocząstki mogą powodować stres oksydacyjny, stany zapalne oraz uszkodzenia DNA, a u zwierząt obserwowano zmiany w wątrobie, układzie pokarmowym i zachowaniu.
- Istniejące metody oceny ryzyka mają istotne ograniczenia – brakuje danych o rzeczywistej liczbie nanocząstek oraz badań długoterminowych przy niskich dawkach.
- W Unii Europejskiej zakazano stosowania dwutlenku tytanu (E171) w żywności ze względu na ryzyko genotoksyczności, natomiast syntetyczna krzemionka amorficzna (E551) uznawana jest za bezpieczną.
Nanotechnologia coraz szerzej wkracza do sektora rolno-spożywczego. Nanocząstki stosowane są jako dodatki do żywności, substancje pomocnicze w przetwórstwie oraz składniki opakowań inteligentnych. Ich obecność rodzi pytania o rzeczywiste narażenie konsumentów i możliwe konsekwencje zdrowotne.
Skąd nanocząstki trafiają do żywności?
Nanocząstki mogą przedostawać się do produktów spożywczych na trzy główne sposoby. Pierwszy to celowe dodawanie do żywności i suplementów diety. Drugi obejmuje migrację z materiałów mających kontakt z żywnością, takich jak opakowania. Trzeci dotyczy zanieczyszczenia środowiska, z którego nanocząstki przenikają do surowców rolnych i wody.
Przegląd literatury naukowej z lat 2016–2025 wykazał, że najczęściej opisywanymi nanocząstkami w żywności i wodzie pitnej są: dwutlenek tytanu (TiO₂), srebro (Ag), tlenek cynku (ZnO) oraz nano- i mikroplastiki. Rzadziej pojawiały się dwutlenek krzemu (SiO₂), tlenek miedzi (CuO), tlenek ceru (CeO₂) oraz grafen.
Jak nanocząstki wpływają na organizm?
Badania prowadzone na komórkach oraz na zwierzętach wskazują, że nanocząstki mogą wywoływać stres oksydacyjny, stany zapalne i sygnały genotoksyczne. Zmiany te dotyczą przede wszystkim nabłonka jelitowego, który stanowi pierwszą barierę ochronną organizmu.
U zwierząt laboratoryjnych po doustnym podawaniu nanocząstek obserwowano uszkodzenia wątroby, zaburzenia funkcji przewodu pokarmowego oraz efekty rozwojowe i rozrodcze. Pojawiały się również zmiany w zachowaniu, sugerujące wpływ na układ nerwowy.
Jak ocenia się ryzyko?
Do oceny ryzyka stosuje się kilka wskaźników, m.in. szacunkowe dzienne spożycie (EDI), wskaźnik zagrożenia (HQ) oraz margines ekspozycji (MOE). Coraz częściej wykorzystuje się również modelowanie probabilistyczne typu Monte Carlo, które uwzględnia zmienność dawek i indywidualne różnice między konsumentami.
Istniejące metody mają jednak istotne ograniczenia. Większość badań opiera się na pomiarze całkowitej zawartości pierwiastków, a nie na liczbie nanocząstek. Brakuje też długoterminowych badań przy niskich dawkach, które byłyby odpowiednie do modelowania benchmarkowego (BMD).
Różnice w podejściu regulacyjnym
Regulacje w Unii Europejskiej wyraźnie rozróżniają poszczególne substancje. Dwutlenek tytanu (E171) uznano za niespełniający wymogów bezpieczeństwa ze względu na nierozstrzygnięte wątpliwości dotyczące genotoksyczności. Natomiast syntetyczna krzemionka amorficzna (E551) pozostaje dopuszczona do użytku – jej doustna dawka, przy której nie obserwuje się działań niepożądanych, wynosi około 1000 mg na kg masy ciała dziennie.
Propozycja ulepszonego podejścia do oceny ryzyka
Autorzy przeglądu proponują wielostopniowe ramy oceny narażenia doustnego. Powinny one uwzględniać ujednolicenie miar dawki, standaryzację charakterystyki nanocząstek za pomocą technik takich jak spICP-MS i AF4-ICP-MS oraz włączenie testów biodostępności opartych na modelu INFOGEST.
Kluczowe jest również przejrzyste raportowanie niepewności i analizy wrażliwości wyników. Takie podejście pozwoli lepiej dopasować ocenę ryzyka do specyfiki nanocząstek i wspierać decyzje regulacyjne w obszarze bezpieczeństwa żywności.
Źródło: Oryginalny artykuł
Komentarze czytelników 3
Jakiś czas temu zdiagnozowano u mnie silne nietolerancje pokarmowe i zaczęłam bardzo wnikliwie czytać etykiety każdego produktu. Muszę przyznać, że świadomość tego, co jemy, kompletnie zmienia podejście do zakupów. Gdy pierwszy raz przeczytałam o potencjalnym wpływie nanocząstek na nasz organizm, byłam przerażona, jak mało wiemy o długofalowych skutkach dodatków do żywności. Od tamtej pory staram się wybierać głównie nieprzetworzoną żywność od lokalnych dostawców. To wymaga dużo więcej czasu i planowania, ale czuję się po prostu spokojniejsza o własne zdrowie.
To bardzo ważny temat, o którym wciąż mówi się za mało. Czy istnieją jakieś konkretne grupy produktów spożywczych, w których stężenie tych nanocząstek jest najwyższe? Zastanawiam się, czy jako przeciętny konsument jestem w stanie w ogóle sprawdzić skład zakupów w sklepie, czy muszę po prostu liczyć na regulacje prawne. Chciałbym wiedzieć, na co zwracać szczególną uwagę podczas codziennych zakupów, żeby minimalizować ryzyko, o którym piszecie w artykule. Dzięki za poruszenie tego problemu, bo to zdecydowanie wymaga szerszej debaty publicznej.
Warto dodać, że nanocząstki nie biorą się w jedzeniu z przypadku. Często stosuje się je celowo jako nośniki substancji odżywczych albo po prostu po to, żeby poprawić teksturę czy trwałość produktów, na przykład tych o bardzo długim terminie przydatności. Co ciekawe, niektóre badania sugerują, że nasze jelita mają różną przepuszczalność dla tych cząsteczek w zależności od stanu naszej mikrobioty. To pokazuje, jak bardzo skomplikowana jest ta zależność między nowoczesną technologią żywności a naszym układem trawiennym. Świetny artykuł, który rzuca nowe światło na nowoczesne metody konserwacji.
💬 Co sądzisz? Podziel się swoją opinią
Twój komentarz zostanie opublikowany po moderacji. Adres email nie będzie widoczny.